• Wpisów: 572
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 11 dni temu, 20:45
  • Licznik odwiedzin: 9 142 / 1408 dni
 
overword
 
W alternatywnej rzeczywistości walczyłam o życie. Moje ciało było przebite na wskroś. Wydawało mi się, ze to był jakiś sztylet o niezwykłym wyglądzie.
Tak na prawdę w moim ciele tkwił scyzoryk z bordową rękojeścią. Jedno się zgadzało miałam go wbite w miejsce gdzie znajduje się serce.
Na szczęście, znaczy na moje nie szczęście ostrze nie przebiło serca, uszkodzone było jednak płuco.
Przy moim łóżku wciąż czuwał okularnik. Był trochę głupawy i szaleńczo we mnie zakochany. Jego niebieskie oczy zachodziły łzami.
Na korytarzu wciąż była moja matka. Przynajmniej próbowała być, co chwila dostawała służbowe telefony z pracy.
Byłam w szpitalu od tygodnia codziennie  przy moim łóżku czuwał okularnik, bo w sumie to tylko on się jakoś bardziej przejmował tym co zrobiłam.
Matka tylko się użalała: "jak mogła tego nie zauważyć?!", "co z niej za matka", "przecież jej idealna córeczka nigdy nie miała nigdy problemów".
Ona nie chciała widzieć moich problemów nie obchodziło jej to. Ojciec nawet u mnie nie był. Bo co ja go obchodzę, uszło się przyzwyczaić przez te 17 lat.
Przez pewien czas migały mi przed oczami obrazy jak wbijam sobie ten cholerny scyzoryk, ale skoro to zrobiłam, skąd miałam aż tyle odwagi na to?
A i jeszcze te krzyki jak dobrze pamiętam to zanim opuściłam swoje ciało do pokoju wbiegł okularnik z płaczem i krzyczał coś, ze nie pozwoli mi umrzeć.
Już nie pamiętam jak to było. Ważniejsze było to gdzie znajdowałam się aktualnie. Według mnie to nie było niebo, nie tak je sobie wyobrażałam.
W sumie to nie wiem czego oczekiwałam po śmierci, chmurek, że będę w raju biegać i zrywać jabłka? Nagle przed moimi oczami pojawił się niebieskooki.
Uśmiechnięty, tak jak za pierwszym razem gdy go zobaczyłam. Po chwili milczenia zapytał:
- Jak się masz księżniczko?
- Jestem martwa, więc jak do cholery mam się czuć?
Zamilkł, a jego słodki uśmiech znów zamienił się na smutek.
- Ja nie chciałem zeby tak się stało, próbowałem cię przed tym uchronić, nie chciałem cię skrzywdzić.
Móiwł to jednocześnie połykając słone łzy.
- O czym ty do cholery mówisz? Przecież jak mógłbyś mnie skrzywdzić? Nawet nie istaniejszesz.
- Sama mnie wymyśliłaś, każdej nocy krzyczałaś aby ktoś ci pomógł. Przyszedłem gdy umierałaś i zabrałem cię do swojego domu.
- Tak właściwie to gdzie ja jestem?
- Nie jestem pewien jak ci to wytłumaczyć.

Nie możesz dodać komentarza.