• Wpisów:616
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:5 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 686 / 1566 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
powiedz wszystkim
powiedz jak to się skończyło
jak chcieliśmy to posklejać
to pęknięte serce
gdy ja próbowałam zaleczyć
pęknięcia miłością
ty brałeś bezbarwną
taśmę i udawałeś, że
chcesz to naprawić
taśma pękła z czasem
a ty zadajesz wciąż pytanie:
dlaczego mówisz, że to koniec?
 

 
ułóż się wygodnie
na materacu z moich
słodkich kłamstw
ja natomiast zaśpiewam
ci do snu
że cię kocham
i nigdy już cię nie
opuszczę
i że na zawsze
będziesz dla mnie
skarbem
 

 
weź do ręki nóż
przyłóż do serca
i tnij
wzdłuż i wgłąb
i tnij aż
znajdziesz miejsce
gdzie mieszka miłość
wyrwij ją szybkim ruchem
i uściśnij ją
ode mnie
za gardło
aż skona
 

 
zakładam maskę
chowam za nią
mój wstyd
moje łzy
moje pragnienie śmierci
a ona ukrywa to wszystko
i pojawia się uśmiech
lecz to ty
musisz spojrzeć mi
prosto w oczy
i powiedzieć, że
widzisz moją krew
spływającą z pod maski
nazywanej szczęściem
 

 
Codziennie zasypiam z myślą
Że rano pozostanie po mnie
Zapach szamponu ze świeżo
Umytych włosów, a mój oddech
Będzie już nie wyczuwalny
Tak samo jak bicie serca
Zasypiam z tą nadzieją
I co noc śnię
Że śmierć przyjdzie
Właśnie do mnie
 

 
Bądź moją królową
Ja będę padał u twych stóp
Uwiodę cię mą słodką mową
Że niby będę ci wierny aż po grób

Będę powtarzał że kocham cię tak
Patrząc prosto w oczy
Odchodzę łamiąc ci serce na znak
Że miłość jest ślepa a już tylko cierpienie
W twym złamanym sercu kroczy
 

 
Jesteś moją nadzieją
Na przyszłe dni
Jesteś moim snem
I marzeniem
Które może w końcu
Się spełni
Że nasze usta tak
Zwarte w namiętnym
Pocałunku
Ja pragnę tego
Moje serce szybciej bije
Gdy patrzę w twoje oczy
W powiększone te źrenice
To widzę że składają się
W kształt serca
Przez które widzisz
Złudzenie szczęścia
 

 
na dnie serca
w czeluściach
gdzie nie dotarł jeszcze mrok
cichy głos nucił
"w nadziei trwam
że zjawi się ktoś
kto powie że kocha
i odmieni się los"
lecz mijał wciąż czas
i promień nadziei coraz bardziej gasł
aż w końcu przestało serce bić
życia została przerwana nić
 

 
Dawno temu
miałam piękny sen
był o miłości
o tym jak tulisz
mnie w swoich ramionach
po czym zasypiam
na poduszce z
twojej klatki
piersiowej
nie dawno temu
miałam zły sen
patrzyłam jak inna
tuli się do ciebie
i umierałam bezwładnie
we własnym
pięknym śnie
 

 
Wzięłam z szafki
najlepszą lampkę
papieru
po czym otworzyłam
serce i rozlewałam
na papierze uczucia
były one w kolorze
czerwonego wina
i ktoś kiedyś
weźmie w suche dłonie
kartkę z uczuciami
na niej rozlanymi
i upije się
poezją
beznadziejnej poetki
 

 
wyszłam na ulicę
poczułam z oddali
znajomy zapach
lecz nie do końca
to zapach szczęścia
unoszący się w powietrzu
jak motyl pośród
ptaków
tak ono unosiło się
mimo panującego smutku
i cierpienia
bo ludzi już nie potrafią
być szczęśliwi
od tak po prstu
 

 
opętany miłością
do kobiety
do diabła
do czarta
o włosach czarnych
za jej jeden uśmiech
oddałbym duszę
wiedziony jej zapachem
poszedłbym nad przepaść
bezkresną
i skoczył gdyby
tak powiedziała
podpisałem cyrograf
własną krwią
aby tylko była moja na wieki
 

 
powody do życia:
1) ...
w sumie to
brak ich
w mojej głowie
pełnej od marzeń
ale z braku odwagi
nie możliwych do
spełnienia
i tak już żyję
lat siedemnaście
i siedem miesięcy
ale to tak bez sensu
żyję bo oddycham
bo boję się przestać
 

 
zasłaniam twarz
po rękach spływa
krew
mieszająca się
z łzami
czy to moja krew?
czy to krew bólu i
rozpaczy
czy cierpię aż tak?
żeby się zabijać
co dnia w myślach
a w końcu
pewnego dnia
w myślach pozostanie
żelazna kula
a wokół pełno żalu
i smutnku
i kilka plam krwi
 

 
zapytałeś mnie
czy wszystko ok?
ja odpowiedziałam
tak ok tylko
moja noc jest
koszmarem
moje serce powoli
przestaje bić
moje życie odbieram
sobie każdego dnia
i tak w myślach
podcinam sobie żyły
i patrzę jak miłość
ze mnie wypływa
 

 
wybaczam ci
to, że źle sypiam
mając wciąż w głowie
twoje oblicze
tak cudowne i błyszczące
w porannym słońcu
o 5:40 rano
i wybaczam ci
że pokochałeś mnie aż tak
do szpiku kości
do ostatniego cm skóry
oddałeś mi całe swoje serce
a ja wrzuciłam je w ognisko
w ognisko mojego żalu
 

 
jak już tak
wyliczam
rachunek sumienia
to wychodzi na to
że straciłam
kilka tysięcy
na płynne szczęście
kilka tysięcy na domy z miłością
i miliardy na objazdy świata
w poszukiwaniu lepszego
życia
 

 
wciąż biegnę
biegnę bo muszę
biegnę w maratonie
po miłość
biegnę w wyścigu
o szczęście
muszę je zdobyć
obie mety
przebiec jako
pierwsza
by w końcu
poczuć jak smnakuje
życie
 

 
W alternatywnej rzeczywistości walczyłam o życie. Moje ciało było przebite na wskroś. Wydawało mi się, ze to był jakiś sztylet o niezwykłym wyglądzie.
Tak na prawdę w moim ciele tkwił scyzoryk z bordową rękojeścią. Jedno się zgadzało miałam go wbite w miejsce gdzie znajduje się serce.
Na szczęście, znaczy na moje nie szczęście ostrze nie przebiło serca, uszkodzone było jednak płuco.
Przy moim łóżku wciąż czuwał okularnik. Był trochę głupawy i szaleńczo we mnie zakochany. Jego niebieskie oczy zachodziły łzami.
Na korytarzu wciąż była moja matka. Przynajmniej próbowała być, co chwila dostawała służbowe telefony z pracy.
Byłam w szpitalu od tygodnia codziennie przy moim łóżku czuwał okularnik, bo w sumie to tylko on się jakoś bardziej przejmował tym co zrobiłam.
Matka tylko się użalała: "jak mogła tego nie zauważyć?!", "co z niej za matka", "przecież jej idealna córeczka nigdy nie miała nigdy problemów".
Ona nie chciała widzieć moich problemów nie obchodziło jej to. Ojciec nawet u mnie nie był. Bo co ja go obchodzę, uszło się przyzwyczaić przez te 17 lat.
Przez pewien czas migały mi przed oczami obrazy jak wbijam sobie ten cholerny scyzoryk, ale skoro to zrobiłam, skąd miałam aż tyle odwagi na to?
A i jeszcze te krzyki jak dobrze pamiętam to zanim opuściłam swoje ciało do pokoju wbiegł okularnik z płaczem i krzyczał coś, ze nie pozwoli mi umrzeć.
Już nie pamiętam jak to było. Ważniejsze było to gdzie znajdowałam się aktualnie. Według mnie to nie było niebo, nie tak je sobie wyobrażałam.
W sumie to nie wiem czego oczekiwałam po śmierci, chmurek, że będę w raju biegać i zrywać jabłka? Nagle przed moimi oczami pojawił się niebieskooki.
Uśmiechnięty, tak jak za pierwszym razem gdy go zobaczyłam. Po chwili milczenia zapytał:
- Jak się masz księżniczko?
- Jestem martwa, więc jak do cholery mam się czuć?
Zamilkł, a jego słodki uśmiech znów zamienił się na smutek.
- Ja nie chciałem zeby tak się stało, próbowałem cię przed tym uchronić, nie chciałem cię skrzywdzić.
Móiwł to jednocześnie połykając słone łzy.
- O czym ty do cholery mówisz? Przecież jak mógłbyś mnie skrzywdzić? Nawet nie istaniejszesz.
- Sama mnie wymyśliłaś, każdej nocy krzyczałaś aby ktoś ci pomógł. Przyszedłem gdy umierałaś i zabrałem cię do swojego domu.
- Tak właściwie to gdzie ja jestem?
- Nie jestem pewien jak ci to wytłumaczyć.
 

 
Byłam tam już dłuższą chwilę. Wokół mnie była biel. Popatrzyłam na siebie. Byłam ubrana w cudowną białą suknię do kostek. Przechadzałam się tak po tej pustce gdy nagle poczułam okropny ból na wysokości brzucha. Nagle czysta biel zaszła szkarłatem. Byłam przerażona, upadłam biel przestrzeni w której przebywałam też zapełniała się kolorem krwi. Miałam w głowie czerń. Moim oczom ukazała się wielka światłość. Zanim straciłam przytomność usłyszałam jeszcze "Nie bój się"
Znów przebudziłam się, czułam zimno, ale jedna z moich dłoni była ciepła. Wciąż przez kogoś ogrzewana. Nie widziałam dokładnie twarzy tej osoby. Moje oczy przesłaniała jakby mgła, jednak gdy w końcu odzyskałam jasność umysłu moim oczom ukazał się niebieskooki.
- Gdzie ja do cholery jestem?
- Nie denerwuj się, spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Wciąż to powtarzał, a z jego oczu płynęły łzy.
- Dlaczego płaczesz? Przecież wszystko jest dobrze.
On wciąż powtarzał w kółko będzie dobrze, jakby mu się płyta zacięła. Nie rozumiałam co się dzieje dopóki nie przeszedł facet w jakimś białym fartuchu, mówił coś o głębokim śnie. Tak właśnie, że śniłam. Po kilku godzinach rozmyślania coś mi się przypomniało. Pamiętałam krew, jakiś sztylet i krzyki mnóstwo krzyków i oczywiście światło i niebieskookiego.
- Czy ja nie żyję? Gdzie ja jestem? Czy to już niebo?
Cholera stąd musi być jakieś wyjście. Całe życie jedyne w co wierzyłam to "Potwór Spaghetti". W sumie to miałam wszystko w poważaniu, a teraz ląduję w takim miejscu i nawet nie wiem gdzie jestem. Zaczęłam krążyć bez celu po tej nicości w poszukiwaniu wyjścia lub chociaż jakiejś odpowiedzi. W sumie to niebieskooki też wyparował a był tak blisko. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię ani kim jest. W sumie to nie wyglądał jak zwykły facet z Ziemi. Może był jakimś kosmitą, chociaż to by się nie trzymało kupy. Po co była potrzebna kosmitom pocięta gruba istota ziemska i do tego jak dobrze pamiętam byłam martwa.
 

 
Moją bezsenność zauważył księżyc. Wlepiał we mnie to zimne pozbawione uczuć spojrzenie. Jakby wiedział co mam na sumieniu. Nie miałam sobie nic do zarzucenia, postępowałam zgodnie z wolą serca, a to nie zbrodnia. Nagle w moim dotąd ciemnym pokoju, którego ciszę zakłócał jedynie stary zegarek nad moim łóżkiem pojawiło się światło. Wpadło przez okno na przeciw łóżka. Lekko się zlękłam gdy z tego właśnie światła wyszła postać. Prześliczny chłopiec o oczach szaro-niebieskich i srebrnych włosach. Patrzył na mnie i uśmiechał się łagodnie. Powoli skradając się jak kot podszedł do mojego łóżka i usiadł. Chyba nie zauważył, że byłam rozbudzona. Udawałam, ze śpię, bądź co bądź, takie rzeczy nie zdarzają się często. Patrzył na mnie a jego blask oświetlał moją zarumienioną twarz. Zbliżył się i palcami przegarnął moje włosy, pocałował mnie w skroń a jego usta były delikatnie jak płatki róży.
-Twoja twarz to jedyna piękna rzecz, którą posiadasz. Twoje serce jest przepełnione nienawiścią, powoli zamieniając się w czarny onyks. Umysł masz pełen listów, które piszesz tuż przed tym jak umierasz. Podcinasz sobie żyły, wieszasz się, to są twoje słodki sny. Każdej nocy przychodzę właśnie do ciebie i próbuję ukoić twoje sny. Tak abyś śniła o pocałunkach, cieple ramion, ale niestety ty zawsze odrzucasz te sny, budzisz się zapłakana i masz dość. Czy coś aż tak skrzywdziło twoje serce, ze mimo braku ciepła w twoim życiu gdy jest ci dane po prostu to odrzucasz? Powiedz czy w jakikolwiek sposób uda mi się ciebie uratować od smutku?
-Przybyłeś za późno
Odchyliłam koc, który przesiąknięty był moją własną krwią, krew z rany kutej rozprzestrzeniała się bardzo szybko.
-Mój żal nie pozwalał mi dłużej żyć. Po prostu wręczył mi do ręki sztylet, miał on piękną grawerkę w kształcie księżyca. Gdy go wbiłam w brzuch poczułam ulgę.
Niebieskooki spojrzał na mnie, złapał mnie za rękę i nagle poczułam lekkość. Nie czułam nienawiści, już tylko radość. Gdy wstałam z łóżka, poszłam razem z nim w stronę okna. Nagle on wydał z siebie blask i nastał dzień i nie wiem do końca jak się tu znalazłam, ale jest mi tu dobrze.
 

 
daj rękę
przyłożę ci ją
do ran mojego serca
splam dłonie krwią duszy
zapłacz gdy ujrzysz w tym sercu
siebie tak właśnie siebie
i krzycz głośno
zedrzyj gardło
z miłości
którą ja ciebie darzę
a o której ty zapomniałeś
już jakiś wiek temu zapomniałeś
że chciałam współistnieć właśnie z tobą